Epidemia korona wirusa miała ogromny wpływ na wiele dziedzin naszego życia, a zatem nie ominęła w swych skutkach także pewnego zastoju w polskich rozgrywkach piłki nożnej, co niewątpliwe przekłada się na dość nieoczywiste wyniki rozgrywanych spotkań. Pośrednią przyczyną niektórych zjawisk jest oczywiście sam lockdown, aczkolwiek zmiany do jakich doszło po nich, bezpośrednio wpłynęły też na wydarzenia boiskowe i warto przyjrzeć im się z bliska.

Jeżeli chodzi o to jak przed epidemią prezentowały się same wyniki ekstraklasa często potrafiła nas zadziwić i zaskoczyć, a niestety zwykle negatywnie. Dziś, kiedy rozgrywki w dość zauważalny sposób musiały się przeorganizować, obserwujemy bardzo ciekawe zjawiska, które okazują się mieć przełożenie na to, jak wyglądają mecze ekstraklasy pod względem sportowym, ale również od strony organizacyjnej.

Koniec z atutem własnego boiska w polskiej ekstraklasie?

Jak wiadomo, w polskiej ekstraklasie piłki nożnej, przynajmniej do pewnego czasu spotkania rozgrywane są bez udziału publiczności. Wielu ekspertów wieszczy zatem, że nieco mniejsze znaczenie będzie miało to, na jakim stadionie toczy się mecz. Do momentu pandemii, zawsze można było w pewien sposób usprawiedliwiać gości, którzy występowali przed publicznością przeciwnika i na murawie, z którą mają styczność jedynie około dwa razy na sezon. Każda osoba mająca styczność z futbole doskonale zdaje sobie sprawę, że kibice to często dwunasty zawodnik drużyny, a w wypadku kiedy trybuny są opustoszałe można domniemać, że szanse dla obu ekip w pewnym sensie się wyrównują. Wielu uważa, że jest to aspekt pozasportowy, który tak jak i teraz, tak również i wcześniej nie powinien mieć wpływu na grę, aczkolwiek wiadomo, jak wielki wpływ na grę mają emocje. Większy wpływ niż brak lub obecność kibiców powinien mieć sam stadion i murawa, zawodnicy często mają tzw. swoje punkty odniesienia, a mówi się nawet często, że znają każdą kępkę trawy na swojej murawie, dlatego na boisku swojego stadionu zawsze będą czuć się lepiej, niż na każdym innym i to bez względu na to, kto zasiada lub nie zasiada na trybunach.

Dłuższa przerwa w treningach z wpływem na kondycję?

Piłkarze dosłownie we wszystkich ligach europejskich pracują w oparciu o pewne cykle przygotowawcze, a to przekłada się później na to, na jakie etapy sezonu mają być najlepiej przygotowani pod względem kondycyjnym, motorycznym, a także w jakim momencie mają osiągnąć najwyższą formę. Dłuższa przerwa, reorganizacja terminarza ekstraklasy, brak treningów z drużyną, a także rozgrywanych spotkań sprawił na pewno, że piłkarze w optymalnie dyspozycji po prostu być nie mogą. Z uwagi na to, został nawet odgórnie narzucony nowy limit przeprowadzanych zmian, który pozwala trenerom wprowadzić podczas meczu nie trzech jak dotychczas, a już pięciu rezerwowych, natomiast jedynie podczas trzech serii, tzn. że wymusza wykonanie przynajmniej dwóch podwójnych zmian. Po pierwszych spotkaniach da się dostrzec, że często nowy limit zmian jest jednak wykorzystywany, a ma to na celu zminimalizować ryzyko kontuzji, gdyż przerwa mogą negatywnie wpłynąć na kondycję piłkarzy, a nasilenie spotkań, w celu sprawnego dokończenia rozgrywek, na pewno mocno wpływa na szansę pojawienia się wielu urazów u zawodników.

Dojście do optymalnie dyspozycji u zawodników zwykle trochę trwa, a nawet najlepsi strzelcy ekstraklasy mogą się przysłowiowo zaciąć, jeśli nie wejdą w odpowiedni rytm. Jeżeli mowa o doskonale „prowadzących się” piłkarzach, ci z pewnością z marszu wejdą w rytm grania na najwyższym poziomie, natomiast jak uważają eksperci, pozostali mogą osiągnąć odpowiednia formę dopiero w następnym sezonie, po odpowiednim przepracowaniu okresu przygotowawczego.